w sobotę w końcu zorganizowałem się na tyle, że znalazłem czas by wymienić osłony i odboje w moim Touranku - oczywiście z pomocą manuala
jeża.
Choć zaplanowałem sobie max 3 godz. na wymianę zeszło dużo więcej. Ale po kolei.
Odboje i osłony kupiłem już z miesiąc temu (komplet Sachs, cena 56zł, odbój okrągły mimo iż gniazdo mam jajowate, ale tak jak
jeżu pisał nie było problemu i części do siebie pasowały). Zabrałem się do demontażu prawej strony. Gniazdo amortyzatora od góry, bez problemu poluzowane, dolna śruba (przy sprężynie)

- trzeba mieć dobrej jakości klucz oczkowy (21mm), bo śruba trzyma bardzo mocno (mimo, iż nie jest zardzewiała ani nic takiego) - przynajmniej w moim przypadku.
Ale udało się - po 15 min. warki ze śrubą miałem amorek w ręku... i tu następne rozczarowanie. Ze względu, że osłona już non stop jeździła nie pełniąc swojej funkcji nie widziałem, że amortyzator jest cały tłusty - diagnoza - amortyzator wylał

, być może amortyzator miał jeszcze "jakąś" sprawność (w połowie maja na przeglądzie technicznym sprawność amortyzatorów 78% i 76%) bo nie odczułem jakoś drastycznej różnicy na niekorzyść podczas jazdy autem, ale wolę spać spokojnie i nie podróżować z "duszą na ramieniu". Dlatego decyzja była szybka i jednoznaczna - trzeba na szybko komplet amorków. Udało się po ponad 2 godzinach poszukiwań dostać od ręki amortyzatory Monroe (w bardzo, bardzo dobrej cenie

).
Czas, który zaplanowałem na wymianę całości skończył się gdy kupowałem nowe amorki, ale... ważne że jest teraz spokojny. Drugi amortyzator był wymieniany już w ciągu 40 minut - nauczony doświadczeniem wymiany pierwszego

Gdy zostały mi na stole 2 stare amortyzatory zacząłem się nimi bawić, sprawdzając, który łatwiej wcisnę, moje przypuszczenia okazały się trafione. Ten bardziej wylany był zdecydowanie miększy, ten drugi twardszy ale... oba nie były wyciskane jak to było w przypadku nowych amortyzatorów które przywiozłem.
jeżu, dzięki za pomoc
